RSS

Archiwa miesięczne: Listopad 2011

Lewicowa Bella i wampiry-katolicy

A myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. Naprawdę.

Jak powszechnie wiadomo, ludzie z portalu frąda.pl bardzo lubią analizować wszystko pod kontem ewentualnej  zawartości ideologii, żalideologii, katastrofy smoleńskiej i martwych płodów. Wszystko. Nawet bajki, które oglądają w kinie.

Oglądaliście kiedyś „Smerfy” zastanawiając się, na jaką partię by głosowały? Zastanawialiście się, czy Smerfetka dokonałaby aborcji? Redakcja Frondy bardzo lubi zastanawiać się nad takimi sprawami, gdy akurat skończy im się lista gejów, na których mogliby ponarzekać, a Palikot ma akurat weekend (w czwartek i piątek, bo niedziela za bardzo kojarzy się z chrześcijaństwem).

Dzisiaj na celowniku najnowsza adaptacja kolejnej części sagi „Zmierzch”, lektury durnej, a kwikaśnej. Jeśli nie wiesz, Drogi Czytelniku, o co w niej chodzi, przed przejściem dalej przeczytaj książki, streszczenie albo rzetelną analizę.

Niebawem do kin wejdzie kolejna część sagi o wampirach „Zmierzch”. W fabule „Przed świtem” Bella i Edward, świeżo upieczeni małżonkowie, w trakcie swojego miesiąca miodowego odkrywają, że dziewczyna jest w ciąży. Film niesie ze sobą pewien prolajfowy przekaz, bo Bella, chociaż dowiaduje się, że ciąża stanowi zagrożenie dla jej życia, a Edward naciska na aborcję, decyduje się na urodzenie pół-człowieka, pół-wampira.

Zaraz. Na początku mamy człowieka (matkę) i półwampira (dziecko), czyli jakieś 1,5 żywej osoby. Po narodzinach potworka mamy wampira (matkę) i półwampira (dziecko), czyli 0,5 żywego człowieka. Pro-life jak nic!

Bella jednak chce urodzić dziecko, nawet kosztem swojego życia.

Oooo! Czyli „Obcy” to też był pro-liferski film!

W społeczeństwie, które w dużej mierze akceptuje się aborcję na żądanie, nie mówiąc już o sytuacjach zagrożenia życia matki, przekaz filmu jawi się jako dość sugestywnie przemawiający za przerywaniem ciąży. Stąd głosy zaniepokojonych obrońców życia.

Obrońcy życia przeciwstawiający się obronie życia. Swoją drogą, dobry model wybrali – wampiry. Im chyba pod względem życia wszystko jedno, chyba że chodzi o życie wysysane z żył innych.

Według nich, fabuła filmu toczy się wokół gry argumentami za aborcją w przypadku zagrożenia życia.

„Bello, ale ty umrzesz!”

„Edwardzie, przecież ja nie umrę!”

„Ale  umrzesz!”

„Ale nie!”

Dziecko Belli jest pół-człowiekiem, pół-wampirem, wzrastając w łonie matki może wyrządzić jej krzywdę. Stąd przewijająca się w filmie sugestia, wypowiadana pod adresem Belli: „płód jest niezgodny z twoim ciałem”.

Ojtam, ten płód był tylko supersilnym pijącym krew i łamiącym mamusi kości przedstawicielem niezbyt miłego gatunku. Co w tym niezgodnego? Każda matka-Polka by takiego chciała, to dopiero byłoby męczeństwo za dzieci!

– To tworzy obraz poczętego dziecka jako potwora – komentuje dr Christine Schintgen.

Taki stwór, co wychodzi z trumny, nie ma duszy i żywi się ludzką krwią. Jakby pani to stworzenie nazwała? Kucykiem pony?

Dr Schintgen podkreśla, że przedstawiany w „Przed świtem” płód jawi się jako źródło grozy, jako forma obcego życia w ciele kobiety, która stanowi dla niej zagrożenie.

Łamiący. Kości. Kopniakami. Od środka.

Heroiczność decyzji Belli jest równoważona przez intensywne wysiłki Edwarda, żeby zmusić ją do aborcji. Dr Schintgen uważa, że to wyjątkowo silne antyświadectwo, bowiem w poprzednich częściach „Zmierzchu” bohater wielokrotnie zapewniał o swoich tradycyjnych wartościach i mógł być postrzegany jako wzór czystości przedmałżeńskiej.

Poza tym był stalkerem, miał zdanie swojej ukochanej głęboko w sparklącej rzyci i szantażował ją emocjonalnie. Rzeczywiście, znalazłam idealnego męża dla Magdalena Żurawia! Tylko szkoda, że małżeństwa homo są nielegalne 😦

Stąd niepokojący przekaz filmu, sprawiający wrażenie, że aborcja w sytuacji Belli byłaby czymś całkowicie naturalnym i uzasadnionym. Sama zaś ciąża jawi się jako niebezpieczeństwo niosące ze sobą realne ryzyko śmierci matki w sytuacji niedostępności aborcji.

Wspominałam już o łamaniu kości i rozsmarowywaniu po kręgosłupie narządów wewnętrznych matki? Albo o tym, że dzieciątko wygryzło sobie drogę na świat przez jej brzuch?

Przeciwnicy filmu zwracają też uwagę, że para bohaterów „Zmierzchu” wprawdzie daje pozytywny przykład jeśli chodzi o czystość przedmałżeńską, ale później wykazują „niezdrową obsesję na punkcie seksu, ale w oderwaniu od jakiegokolwiek pragnienia posiadania dzieci”.

Łoboru, wampiry-katolicy… W ogóle zastanawia mnie, czemu na świecznik wzięli akurat „Zmierzch”. W końcu ostatnio w kinach puszczano tyle filmów, które można by przeanalizować pod względem lewactwa.

 

Pomyślmy. „Paranormal Activity”, film o wywoływaniu duchów. W dodatku w drugiej części rodzina zatrudniała niańkę do dziecka, a to na pewno jest niezgodne z prawem naturalnym! Albo „Geneza Planety Małp”. Co za szatańska pochwała ewolucji! Chociaż najbardziej przesyconym lewacką propagandą filmem, jaki ostatnio oglądałam był „X-men: First Class”. Dwóch facetów (Żyd i profesor genetyki – tfu! In vitro) szukają sobie dzieci, które porywają nie wiadomo gdzie! Tfu, tfu!

A wy jakie lewackie filmy znacie i polecacie?

Reklamy
 
6 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Listopad 17, 2011 w Uncategorized

 

Tagi: , , ,

Lubię zmywać gary, bo mąż mnie kocha

Ostatnio w tramwaju przeczytałam kolejną rewelację odkrytą przez amerykańskich naukowców. Otóż dokonali wielkiego odkrycia – dowiedli, że: 50% ludzi zmywa naczynia natychmiast po ich użyciu, a 50% czeka, aż ich się trochę nazbiera. I zgadza się – moja współlokatorka zmywa od razu, a ja nie. Zamiast zmywać gary wolę napisać notkę o zmywaniu.

No właśnie, jak się dziś dowiedziałam, że marszałkiem sejmu została Ewa Kopacz, to w malignie wszystkie gary w domu pozmywałam, nawet te czyste.

Obsesyjne mycie garów na myśl o kobiecie? To prawie jak w tym kawale o gościu, który nie mógł uprawiać seksu z żoną, więc kładł kafelki, a jak się skończyło miejsce w mieszkaniu to położył też sąsiadom.

 Bo to jako kobieta najlepiej robię: gary zmywam, sprzątam, gotuję, piorę, a w przyszłości dziećmi własnymi opiekować się będę.

W zasadzie nawet pożyteczny wynalazek – robot kuchenny działający na bodźce z Sejmu. Włączasz takiemu  przemowę jakiejś Kopacz czy innej Nowickiej, robot bo się ładuje, a potem cały dzień zmywa gary.

Mam oczywiście, jak każda przedstawicielka płci pięknej parę innych zdolności i talentów, i chętnie z nich korzystam, ale żeby od razu marszałkiem być?!

 Mężczyzna to z natury najlepszy dowódca i jemu należy dowództwo oddać! A kobiety, jak się dobrze czują w sejmie, to bardzo dobrze, niech tam będą, łagodzą męskie obyczaje, wnoszą swoje postulaty, ale niech się, Boże broń, nie pchają do kierownictwa.

Łoboże! Takiej to żaden Rochester albo inny Darcy nie zechce!

  Ludwik Dorn stwierdził dzisiaj, że jedyną zaletą, która przemawia za panią Kopacz jako kandydatką na marszałka sejmu jest jej płeć. Ludwiku Dornie (i psie Sabo), toż to jej główna wada właśnie! A jak jedyna zaleta okazała się wadą, a wyboru już dokonano, to „zgroza, zgroza!”

Ojej! Cały Sejm przegapił tak oczywistą wadę, jaką jest płeć pani Kopacz! Aby się to nie powtórzyło, zrobiłam szybki kurs wykrywania wad dla posłów, zgodnie z wytycznymi MariiHeleny:

Akurat pisząc te słowa dowiedziałam się rzeczy jeszcze straszliwszej: oto Wanda Nowicka została wicemarszałkiem!!!

 A mi skończyły się czyste gary do czyszczenia! Help!

Patrząc na nasze naczelne feministki i kobiety wyzwolone, tymbardziej z podziwem rozmyślam o tych kobietach, które na przekór czasom i szykanom pozostały w domu. Które nie opuściły swoich mężów, nie oddały dzieci niańkom ani instytucjom, tylko powoli, konsekwentnie wypełniają swoje najważniejsze powołanie. I nie muszą szukać poklasku na zewnątrz. Nie potrzebują robić czegoś ogromnie „ważnego”. Nie chcą nikim rządzić ani się równouprawniać. Pozwalają kochać się mężom. Cieszy je bycie kobietą. Prawdziwą KOBIETĄ. Gospodynią „domu na skale”.

 O prawdziwych kobietach już dawno tu miałyśmy i wiemy, że prawdziwe kobiety to: Magdalena Żuraw, Natalia Julia Nowak oraz Jarosław Kaczyński MariaHelena. Wszystkie inne są podrabiane, z nietrwałego materiału i nie mają funkcji mycia czystych naczyń.

I tak sobie myślę, że ja naprawdę lubię zmywać gary. Bo mąż mnie kocha.

 A ja nadal nie lubię zmywać garów, bo mnie nikt nie kocha i kąpię się w oparach własnej, bezgarowej nienawiści. Ale je umyję. Bo ktoś to musi robić.

 
11 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Listopad 14, 2011 w Uncategorized

 

Tagi: , , ,