RSS

Archiwa tagu: Janusz Korwin-Mikke

Na co ja paczę…

Hejka, kochani.
Szukałam ostatnio materiału na następną notkę, szperałam w różnych dziwnych otchłaniach, granicach otchłani i miejscach, w których ludzie zbierają się, aby potrollować z otchłanią… I nic. A w zasadzie – czytam i myślę: „O cholibka, to jest mocne, ale jakby to skomentować? Przecież każdy komentarz tylko zakłóci surowy wydźwięk przekazu…” W końcu postanowiłam – dzisiaj nie komentuję, dzisiaj daję pięć najbardziej głupich, bluźniejczych i dziwnych tekstów, które znalazłam lub znalazł ktoś inny.
Miejsce piąte: Natalia Julia Nowak pisząca o seksie

Masturbacja, seks oralny, petting, necking i cyberseks są alternatywami dla tradycyjnego współżycia płciowego, i to takimi, które – nawet w przypadku niestosowania antykoncepcji – nie grożą niechcianą ciążą. Formy zaspokajania libido, które wymieniłam, są w pełni satysfakcjonujące dla człowieka i nie wiążą się z ryzykiem śmierci nienarodzonego dziecka (przypominam: niektóre środki antykoncepcyjne sprawiają, że jeśli jakimś cudem dojdzie do zapłodnienia, to zygota nie może się zagnieździć w macicy i jest usuwana z łona kobiety). Do tej listy można by jeszcze dopisać filmy i czasopisma erotyczne oraz sekstelefony. Co do edukacji seksualnej: można ją zaakceptować, pod warunkiem, że nie propaguje ona antykoncepcji, aborcji i in vitro. Nad problemem homoseksualizmu właśnie się zastanawiam.

Miejsce czwarte: pan Rucki (ten o seksu z córką) i rachunek nieprawdopodobieństwa

Chciałbym przedstawić bardzo prosty rachunek prawdopodobieństwa dotyczący powstania życia. Aby policzyć prawdopodobieństwo stworzenia świata przez Boga, musimy przyjąć, że są dwie możliwości: albo Bóg istnieje, albo nie istnieje. Prawdopodobieństwo wynosi 1 : 1 – albo istnieje, albo nie. Jeżeli Bóg istnieje, to znowu są dwie możliwości: albo stworzył świat, albo go nie stworzył. Zatem czyste prawdopodobieństwo, że Bóg istnieje i stworzył świat, bez uwzględnienia jakichkolwiek dowodów i związków przyczynowo-skutkowych, wynosi 1 : 22, czyli 1 : 4. Być może niektórzy nawet stwierdzą, że taka wartość prawdopodobieństwa jest zbyt mała, by wierzyć w Boga-Stwórcę. Pytanie jednak brzmi: czy samoczynne powstanie życia jest bardziej prawdopodobne?

Złożoność istnienia życia na ziemi jest przeogromna, dlatego do obliczeń wezmę jedynie jeden mały element, który stanowi podstawę naszej egzystencji – hemoglobinę. Każdy i każda z nas ma we krwi miliony molekuł hemoglobiny. Każda taka molekuła zaś składa się z 257 aminokwasów, ułożonych w zadanej konkretnej kolejności. Do budowy hemoglobiny nasz organizm używa 20 typów aminokwasów. I teraz policzmy, jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego ułożenia 257 aminokwasów 20 rodzajów w jedną molekułę hemoglobiny o określonej kolejności aminokwasów. Tak więc: gdybyśmy mieli ułożyć pociąg z 2 wagonów pomalowanych na 20 różnych kolorów, mielibyśmy 20 × 20 kombinacji. Gdyby ten pociąg składał się z 3 wagonów, byłoby 20 × 20 × 20 kombinacji. Układając pociąg z 257 wagonów w ściśle określonym porządku, dobierając kolory przypadkowo, musielibyśmy wypróbować 20257kombinacji. Zatem prawdopodobieństwo przypadkowego samoczynnego powstania jednej tylko molekuły hemoglobiny wynosi 1 : 20257. Jest oczywiste, że liczba ta jest nieporównywalnie mniejsza niż 1 : 4.

Miejsce trzecie: wychowanie seksualne w Niemczech

Ponieważ mamy w Niemczech prawo przymusu szkolnego, to również edukacja seksualna podlega pod ten przymus. Nie ma możliwości wycofania dziecka z zajęć. Już w szkole podstawowej dzieci są instruowane na temat antykoncepcji, a podręczniki do tych zajęć ocierają się o pornografię. Co więcej, treści te przenikają do innych przedmiotów. Na zajęciach z matematyki liczy się liczbę orgazmów, a na biologii opowiada o tym, kto ile miał z kim stosunków seksualnych. Niejednokrotnie dzieci same zgłaszają rodzicom, że nie chcą chodzić do szkoły, ponieważ doświadczają obrzydzenia wobec sposobu prezentacji tematyki seksualnej.

Miejsce drugie: matka siedmiorga dzieci i biologia

Nie wiem, może gdzieś przeoczyłam taką nformację, a nurtuje mnie to bardzo (bo czytam ciurkiem kilka ostatnich stron tej dyskusji), ale czy jest udowodnione naukowo, że dziecko cztero- czy ośmio komórkowe nie czuje i nie wie, co się z nim dzieje…? W tym sensie, że nie zostaje to w jego jakiejś pamięci, świadomości, emocjach, nie wpływa na dalszy jego rozwój…? To po co w takim razie psychologia współczesna tyle trąbi o tym, aby mówić do dziecka od jego poczęcia, aby okazywać mu swoją miłość uczucia, aby matka nie doświadczała stresów – od poczęcia, a nawet wcześniej – bo to takie ważne dla rozwoju dziecka…? Hmmm…? Pytam z pozycji laika I siedmiokrotnej matki Czy jest możliwe, aby nieludzka (czyl nienaturalna) procedura IV pozostawała bez wpływu na poczęte dzięki niej dziecko…?

I miejsce pierwsze: plemniki Januszka Korwin-Mikkego
Wiadomo, że kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia. Ostatecznie (Natura czy Bóg – nie będziemy się spierać) nie po to tak skonstruował mężczyzn, by setki tysięcy plemników się marnowały; wnikają one w ciało kobiety i przerabiają ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego ona należy.
Reklamy
 
17 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Grudzień 9, 2011 w Uncategorized

 

Tagi: , ,

Wszyscy pieprzymy Darwina

Podobnie mężczyźni potrzebują kobiet wiernych, posłusznych, obdarzonych dużym biustem i szerokimi biodrami. I znów: byli tacy, którzy mieli inne upodobania, ale ich dzieci z powodu wąskich bioder miały kłopoty przy rodzeniu, dzieci miłośników małych biustów były marnie karmione, nieposłuszne wpadały w szpony tygrysów szablistych (w oryginale“lampartów” – uw. a.f.), a jeśli nie były wierne, to mogli w ogóle nie mieć dzieci (kobiecie wierność mężczyzny jest znacznie mniej potrzebna – dla kobiety ważne tylko, by nie zaniedbywał nas i dzieci). I tak rzeczywiście jest. Tym wszystkim steruje Natura.

Oh, jak ja nie cierpię socjodarwinistów.

No dobrze, to akurat jest Barbara Buonafiori, czyli żeńska wersja Janusza Korwina-Mikke. Najwyraźniej Januszek lubi czasami siąść przed komputerkiem i napisać nocie o tym, jak wyhaczyć największego i najbardziej włochatego faceta ze stada. Khem, nie wnikajmy.

Wracając do tematu – socjodarwinizm (lub darwinizm społeczny lub ewolucjonizm społeczny) jest to nauka zajmująca się tłumaczeniem zjawisk z tendencji społecznych za pomocą reguł doboru naturalnego.

W praktyce polega to na dorabianiu dziwnych teorii tłumaczących, czemu mężczyźni zdradzają swoje żony itp. itd. Odpowiedź zawsze brzmi „bo NATURA tak kazała” i dlatego wszyscy jesteśmy rozgrzeszeni.

Ale wróćmy do wpisu Januszka. Eh, so wrong on so many levels.

Na początek ustalmy sobie jedno – jeśli podobają ci się wysokie kobiety z dużym biustem, niebieskimi oczami, to nie dlatego, że jesteś tak uwarunkowany przez ewolucję. W ciągu ostatnich wieków za atrakcyjne były uważane (w różnych miejscach) kobiety ze skrępowanymi stopami, wyskubanymi brwiami, poczernionymi sztucznie zębami i z perukami nasączonymi (głównie) smalcem. To, co akurat nam się podoba to mieszanka trendów epoki z własnymi preferencjami, a dobór naturalny gdzieś tam leży i kwiczy przytłoczony przez tę całą Kulturę.

Po pierwsze, duży biust nie wpływa jakoś znacząco na jakość karmienia. Pierś kobiety (niezależnie od rozmiaru) zawiera kilkanaście płatów gruczołu sutkowego – cała reszta to tłuszcz.

Panie Januszku, dzieci nie karmi się tłuszczem.

Tym, co wpływa na jakość karmienia jest przede wszystkim bogata w wapń dieta. Oczywiście, można powiedzieć, że kobieta o większym biuście jest prawdopodobnie lepiej odżywiona – ale wtedy to nie wielkość piersi ma znaczenie, a wielkość w ogóle. A Januszkowi wyraźnie chodzi tylko o cycki.

Po drugie – „nieposłuszna kobieta wpadnie w szczęki tygrysa i/lub lamparta”. Pomińmy już milczeniem fakt, że prawdopodobnie Januszek nie miał zielonego pojęcia, o jakie zwierzę mu konkretnie chodzi i myślał o „dużym kocie w stylu Diego z >”, i skupmy się na innych bzdurach.

Na przykład na tym, że Januszek sądzi, że mężczyzna będzie miał większe szanse w walce z „dużym kotem”. Co doprowadza nas do konkluzji, że Januszek nigdy nie był w zoo i wyobraża sobie wielkie drapieżniki jako wyrośnięte Mruczki.

Ogólnie koty wielkości lampartów (90 kg – waga wyrośniętego faceta) rzadko zjadają stworzenia wielkości człowieka. Są na to za małe. Koty, które zjadają ofiary wielkości człowieka, ważą 300 kg, mają zęby wielkości troszkę mniejszej od ludzkiego przedramienia i na pewno nie boją się prehistorycznego Januszka z patykiem.

Po trzecie – jeśli zdradzasz swojego partnera/partnerkę, jesteś dupkiem. Jeśli przy tym podcierasz sobie tyłek doborem naturalnym, jesteś uberdupkiem i Dawkins cię zje.

Dlaczego akurat o tym piszę? Ponieważ nie tylko Januszek lubi sobie pocisnąć z biologicznej procy. Robią to także inni, od trolli na forum Onetu, poprzez przeciwników in vitro na wielodzietni.org do posła Gowina i tego faceta z Solidarnych2000, z którym rozmawiałam, dopóki nie wytrzymałam i poszłam się zerzygać.

Dlaczego wszystkie argumenty dotyczące doboru naturalnego ssą, gdy mówimy o współcześnie żyjących ludziach? Bo tak naprawdę współcześnie żyjący ludzie mają dobór naturalny bardzo głęboko. Bardzo, bardzo głęboko.

Jeśli żyjesz w kraju Cywilizacji Śmierci (albo innym, podobnym) prawdopodobnie nie grozi ci śmierć z głodu, zgon przy porodzie, z zimna lub pod kłami Diego z „Epoki Lodowcowej”. Każde twoje potencjalne dziecko ma szanse dożyć wieku reprodukcyjnego i przekazać twoje bezcenne geny dalej – a o to właśnie chodzi. Czemu więc większość ludzi nie płodzi dziesiątek dzieci, w celu zmaksymalizowania szans na przekazanie swojego zestawu dalej?

Tak naprawdę wszyscy pieprzymy dobór naturalny, bo lepiej zająć się czymś lepszym, jak np. czytaniem dobrej książki.

No, chyba że jesteśmy redaktorem Terlikowskim, ale on to normalnie jak zwierzęta…

(Wybaczcie brak olinkowania, zajmę się tym później, gdy przejdę ze smartfona na komputer.)

 
20 Komentarzy

Opublikował/a w dniu Wrzesień 16, 2011 w Uncategorized

 

Tagi: , , , ,